Zamknięta w 2018 roku.
Historia
Historia wielu warszawskich piekarzy była burzliwa, ale historia naszej firmy jest wyjątkowa – mówi właściciel, Piotr Dragan.
Czesław Lubaszka, jej założyciel i pradziadek moich dzieci, podczas okupacji przebudował domową kuchnię węglową na prosty piec piekarski w mieszkaniu przy ulicy Siennej 72 i kilka razy w tygodniu nielegalnie wypiekał chleb. Swojej pracy nie przerwał w czasie powstania. Z mąki przydzielanej mu przez Armię Krajową piekł chleb dla oddziałów na Woli, po kapitulacji nie opuścił Warszawy. Z dwiema osobami ukrył się w piwnicy przy ulicy Twardej. Zgromadził zapasy jedzenia, a wśród nich kilkadziesiąt kilogramów mąki. Pozostał wśród gruzów, jako tak zwany Robinson. W tych skrajnych warunkach, do stycznia 1945 roku, upiekł ponad pięćdziesiąt bochenków chleba!

Ojciec nigdy nie porzucił miasta i chyba czuł z tego powodu dumę, ale nie było z nim łatwo o tym rozmawiać – wspomina Teresa Dymel, która ma już za sobą pięćdziesiąt lat w zawodzie. Był skromnym człowiekiem, ciągnięty przez nas za język, mówił, że w ogóle nie zastanawiał się nad niebezpieczeństwem, chciał nakarmić ludzi. Po wojnie praca wypełniała mu życie prawie bez reszty. Już na początku lutego 1945 roku razem z Konstantym Niewiadomskim, w zrujnowanej kamienicy przy ulicy Śniadeckich, uruchomił jedną z pierwszych piekarń w zburzonej Warszawie, za opał służyło wydobywane z gruzów drewno.
W 1949 roku produkcję chleba przeniesiono ze Śniadeckich na Burakowską 11. Tam Teresa Dymel spędziła dzieciństwo. Pokazuje zdjęcie zrujnowanego budynku, ono pozwala zorientować się jak dużą wykonali pracę – opowiada.
Wyremontowali go samodzielnie. Ojciec i Konstanty Niewiadomski przyjaźnili się. Przyjaźniły się też ich żony, a nawet my, dzieci. Wychowaliśmy się razem. Tam rozpoczęłam pracę, początkowo jako księgowa. Z czasem zdobyłam dyplom czeladnika piekarskiego, a później mistrza. Współpraca naszych rodzin trwała wiele lat i bez żadnej przesady można uznać ją za wzorową.

W latach 50. budynek został upaństwowiony. Piekarnia działała nadal, lecz już bez prawa własności. Utrudniało to remonty i inwestycje, prowadziło do degradacji. W latach 70 spółka została rozdzielona. W piekarni przy Burakowskiej pozostała Teresa Dymel i do 1988 roku prowadziła ją już samodzielnie. Z czasem utworzyła spółkę Teresa Dymel i Córki. Było to na tyle nietypowe, że fakt ten odnotowała ówczesna prasa.
Na początku lat 90 piekarnia – jedna z największych w Warszawie – obciążona była poważnymi kredytami. Dalsza działalność firmy stanęła pod znakiem zapytania. W tym trudnym momencie Piotr Dragan, zięć Teresy Dymel, razem z żoną Renatą zdecydowali
się wykupić część przedsiębiorstwa, – To było bardzo ryzykowne, ale mierzyliśmy siły na zamiary. Mieliśmy głowy pełne pomysłów – wspomina właściciel. Jako młode małżeństwo z dwójką małych dzieci sprzedaliśmy mieszkanie i wszystkie pieniądze zainwestowaliśmy w piekarnię.
Dziś przy ulicy Burakowskiej prowadzona jest produkcja cukiernicza, a pieczywo powstaje w nowoczesnej piekarni przy ulicy Andyjskiej. Dzieci, Karolina i Maciej, które w międzyczasie stały się dorosłe, przystąpiły do pracy w rodzinnej firmie. Są już czwartym pokoleniem. W szczytowym momencie rozwoju Piekarnia Dragan zaopatrywała sklepy spożywcze od Mławy aż po Mińsk Mazowiecki. Jej charakter z rzemieślniczego ewoluował w kierunku przemysłowym. Wtedy musieliśmy podjąć decyzję: stawiamy na ilość czy jakość? – tłumaczy Piotr Dragan. Wybraliśmy to drugie. Nie chcieliśmy piec chleba o trwałości kilku miesięcy. Mamy siedem sklepów firmowych, zaopatrujemy też ponad dwieście innych.

Reklamujemy się hasłem 3 x P, czyli Prawdziwe Polskie Pieczywo.
W dziewięćdziesięciu pięciu procentach nasz asortyment oparty jest na własnych recepturach. Najbardziej lubię chleb prababci, rosnący wyłącznie na zakwasie, z tłuczonym ziarnem żytnim i otrębami, pieczony w długich bochenkach sprzedawanych na wagę. Stał się naszym hitem. Ma niski indeks glikemiczny, polecają go lekarze. Wyśmienity jest też chleb dziadka – z dodatkiem tłuczonego ziarna pszenicy, płatków
owsianych i siemienia lnianego. Jako jedni z pierwszych wprowadziliśmy chleb orkiszowy, chleby z różnego rodzaju ziarnami, bułki musli oraz chleb dla życia z mąki amarantusowej bogatej w fosfor, potas, magnez oraz witaminy A, E i B. Wszystkich produktów nie sposób wymienić, w sprzedaży jest ponad sześćdziesiąt gatunków pieczywa i blisko pięćdziesiąt rodzajów wyrobów cukierniczych. Mamy wiernych klientów, od jednego z nich dostaliśmy nawet wiersz:
Chleba naszego powszedniego, upiecz Draganie dla klienta swego.
[ … ]
Bez konserwantów i ulepszaczy, takiego chleba chcą warszawiacy!
