PIEKARNIA WITASZCZYK

Piekarnia Witaszczyk sp. z o.o.
ul. Dworcowa 1, 05-822, Milanówek
NIP: 529-183-84-94

Tel: 22 755 82 60
biuro@piekarniawitaszczyk.pl

PIEKARNIA WITASZCZYK – WCZORAJ, DZIŚ I JUTRO

Początki piekarni, której nazwa dzisiaj brzmi: Piekarnia Witaszczyk sp. z o.o. sięgają 1945 roku. Wówczas Stanisław Witaszczyk otworzył „Piekarnię Mechaniczną” przy ul. Krakowskiej 10. Doświadczenie w branży piekarniczej zdobywał w wielu zakładach piekarniczych podczas pracy w kilku regionach Polski ( m.in. Pomorze, Małopolska, Mazowsze) zaczynając od ucznia, kończąc na funkcji kierownika Piekarni.

Podczas pracy zawodowej zebrał najlepsze receptury, które następnie wdrożył w swojej Piekarni. Z powodów zdrowotnych Stanisław Witaszczyk nie mógł dalej prowadzić Piekarni osobiście. Wówczas do firmy dołączyli żona – Kazimiera Witaszczyk oraz syn Janusz Witaszczyk.

W 1985 roku dr inż. Janusz Witaszczyk wybudował nową, obecną siedzibę piekarni, która mieści się w Milanówku przy ul. Dworcowej 1. Wówczas firma zmieniła nazwę na Piekarnia Janusz Witaszczyk.

W miarę rozwoju działalności, do firmy dołączyli pozostali członkowie rodziny. Obecnie firma zatrudnia około 50 osób. Jesteśmy:

piekarnią rzemieślniczą, która dąży do wydobycia jak najlepszych smaków z każdego ziarna zboża oraz jesteśmy

cukiernią rzemieślniczą, która bazując na tradycyjnych recepturach eksperymentuje z ich nowymi zastosowaniami i połączeniem różnych tekstur ciasta i smaków

Z jednej strony wdrażamy najnowsze rozwiązania technologiczne, które umożliwiają kontrolę procesu produkcji, tak aby jakość wyrobu końcowego była jednakowo wysoka. Z drugiej strony – systematycznie rozwijamy ofertę produktową, aby dotrzeć do jak największej liczby odbiorców, realizując ich potrzeby względem dostępności jakościowo dobrych i smacznych wyrobów.

Na niedużej stacji w Międzyborowie podróżni czekający na pociąg, mogą napić się kawy, kupić świeże pieczywo, drożdżówki, ciastka. To sytuacja nowa.

Budynek z lat 30. został starannie odrestaurowany. W roku 2010 remont dworca przeprowadził Janusz Witaszczyk, a następnie otworzył w nim sklep firmowy. Zabytkowa stacja, latami nieodnawiana, była zupełnie zdewastowana – opowiada.

– Podobnie jak wiele innych na tej trasie. Remont przeprowadzaliśmy pod opieką konserwatora. Zachowaliśmy wszystkie detale z epoki, ceramiczny piec, oryginalną dachówkę. Było to kosztowne, ale osiągnęliśmy wymarzony efekt. Wyszło ślicznie. Później tę samą pracę wykonaliśmy na dworcu w Jaktorowie. Teraz również i tam mamy swój sklep. Zależy nam na tworzeniu własnej marki, dlatego całą naszą produkcję sprzedajemy we własnych punktach. Jest ich już dwanaście.

Nie chcemy współpracować z hipermarketami. Małym firmom dyktują warunki nie tylko paraliżujące ich rozwój, ale wręcz niebezpieczne. Wystarczy kilka miesięcy opóźnienia płatności …

Do firmowego sklepu w Milanówku, tuż przy piekarni, cały czas wchodzą nowi klienci. Ekspedientki mają ręce pełne roboty. Oprócz zakupu pieczywa i ciastek, można tu jeszcze wypić kawę, herbatę, zimne napoje. – To styl od dawna znany na świecie, u nas zresztą też coraz bardziej popularny – wyjaśnia Maciej Witaszczyk – syn właściciela, absolwent zarządzania i marketingu na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Norymberdze.

– Zależy nam na estetycznym wystroju sklepów, wyposażone są w drewniane blaty, jasne meble. Zakup pieczywa to nie wszystko. Ważne jest też otoczenie. W ładnym sklepie, w miłej atmosferze jest przyjemniej robić zakupy. Jednak nie zawsze tak było. Gdy w 1976 roku Stanisław Witaszczyk, ojciec Janusza, otworzył piekarnię, była jedyną w Milanówku. Przed sklepem wiecznie stała kolejka, a szczytem marzeń klientów było po prostu kupienie chleba. To, że był świeży i w nieco większym wyborze niż w sklepach państwowych w zupełności wystarczało. Na wystrój sklepu nie zwracano uwagi.

– Od tamtego czasu zmieniło się życie nie tylko klientów, ale też i piekarzy – zauważa Janusz Witaszczyk. Wtedy chleby i bułki robiono ręcznie. Ojciec miał jedną, niedużą maszynę do wyrabiania ciasta. Uruchamiał ją tylko w nocy, w dzień stała zakryta. Bał się domiaru z Urzędu Skarbowego. Podobne absurdy były na każdym kroku. O trudnościach ze zdobyciem surowców nawet nie będę wspominał, wszyscy to pamiętają.

Ojciec nie wierzył, że komunizm upadnie i uważał, że w prywatnej firmie nie ma dla mnie przyszłości. Dlatego wybrałem zupełnie inny zawód. Skończyłem elektronikę, zrobiłem doktorat, wiele lat pracowałem na Politechnice Warszawskiej. Jednak cały czas pomagałem ojcu w piekarni. Połączenie tych zajęć było bardzo trudne. Dobrze pamiętam obronę swojego doktoratu. Odbywała się o godzinie trzynastej, ale nawet tego dnia, podobnie jak co dzień, rano pracowałem w piekarni. Gdy zmarł ojciec, miałem trzydzieści pięć lat. Zostałem tedy sam z rozpoczętą budową nowego zakładu. Tradycja piekarska była w naszej rodzinie silna, nie miałem odwagi powiedzieć mamie, że to już koniec z firmą, że od tej pory zajmę się tylko pracą naukową. Przez kilka lat wstawałem więc o czwartej rano, a kładłem się spać o dwudziestej drugiej. Jednak było to ponad moje siły. Bałem się, że w końcu zasnę za kierownicą. Zdecydowałem się odejść z uczelni. Koledzy na wydziale dopiero wtedy dowiedzieli się o naszej rodzinnej piekarni. Wówczas, prywatna działalność nie cieszyła się prestiżem, była raczej sekowana.

Dziś piekarnia w Milanówku wykorzystuje wszystkie najnowocześniejsze maszyny. Produkcja została skomputeryzowana. Zatrudnionych jest ponad siedemdziesięciu pracowników, ale firma nadal zachowała charakter rodzinny. Oprócz właściciela, żony Małgorzaty i siostry Krystyny pracuje także syn Maciej z żoną Binbin.

– Nasze życie rodzinne przenika się z zawodowym, mamy wspólny cel – mówi Janusz Witaszczyk. To daje poczucie zaufania. Nie musimy się kontrolować. Radością napawa mnie też fakt, że firma jest zdrowa, nie ma długów. Nasza mocna strona to jakość wyrobów. W stałej ofercie mamy ponad sto gatunków pieczywa. Wśród nich oczywiście chleb razowy, który pieczemy według receptury opracowanej przez mojego ojca. On zawsze znajduje klientów. Popularnością cieszy się też razowiec z ziarnami. Wprowadzamy dużo nowości, ostatnio chleb turecki. Recepturę popularną w latach 70 wzbogaciliśmy o większą ilość bakalii. To już nie tylko rodzynki, ale też żurawina, orzechy, figi, daktyle. Stale poszerzamy zarówno ofertę, jak i sieć własnych sklepów. Zależy nam na rozwoju. Gdy firma nie rozwija się, staje się zachowawcza, mniej innowacyjna. A od tego już tylko krok, by ograniczać produkcję, zwalniać ludzi i zamawiać tańsze surowce.