Piekarnie Putka

ul. Sadowa 36, 05-850 Jawczyce

Tel: 22 3106 300

Historia

– Piekarska historia naszej rodziny rozpoczęła się w 1918 roku – opowiada Zuzanna Putka, przedstawicielka czwartego pokolenia w firmie.

– Wówczas mój pradziadek Władysław Putka otworzył piekarnię w Rembertowie. W latach 30, również mój drugi pradziadek, Józef Lutoborski otworzył piekarnię w Wesołej. Pierwsza przestała istnieć w 1941 roku, gdy za nielegalne pieczenie jasnego chleba, brat mojego dziadka, Piotr Putka, został aresztowany przez Niemców. Zginął w obozie Stutthof. Druga piekarnia, choć bardzo zmieniona, istnieje do dziś.

Zachowany budynek w Wesołej ma drewnianą szachulcową konstrukcję i dwuspadowy dach kryty gontem. Mieści się w nim sklep firmowy, za którym ciągną się rozlegle budynki piekarni. Systematycznie rozbudowywane, zajmują już powierzchnię bliską 3000 m2. Jest to jedna z największych i najbardziej nowoczesnych rodzinnych piekarń obsługujących Warszawę. Pracuje tu ponad trzysta osób.

Zuzanna Putka nie ma wątpliwości. – W firmie najważniejszą osobą jest moja babcia Janina Putka, córka Józefa Lutoborskiego. Ma już za sobą osiemdziesiąte urodziny, ale nadal regularnie pojawia się w piekarni. To w dużym stopniu dzięki jej zaangażowaniu firma mogła się tak rozwinąć. Z moim dziadkiem Janem Putką poznała się podczas okupacji. Po zamknięciu przez Niemców piekarni w Rembertowie, zatrudnił się tutaj w Wesołej, u jej ojca Józefa Lutoborskiego. Początki ich małżeństwa były dramatyczne. W 1944 roku, gdy Sowieci weszli na Pragę, aresztowali dziadka podczas obławy na Armię Krajową i wywieźli do gułagu w Workucie. Gdy wrócił po trzech latach, miał taką puchlinę głodową, że babcia go nie poznała.

Na początku lat 50 nowa władza znacjonalizowała piekarnię w Wesołej. Przez wiele następnych lat Jan i Janina Putkowie pracowali w państwowych piekarniach, ale zawsze chcieli mieć własną firmę. W latach 60 wydzierżawili piekarnię w Rybnie pod Warszawą, potem w Chodakowie. W latach 70, gdy ich dzieci usamodzielniły się, wyjechali na dwa lata do Kanady. Po powrocie mogli zainwestować we własny zakład. Otworzyli w Wesołej wytwórnię słonych paluszków, a w 1983 roku piekarnię na Grochowie przy ulicy Tarnowieckiej 41. Do spółki wciągnęli synów: Zbigniewa i Stefana, wieloletni Starszy Cechu oraz zięcia Andrzeja Pudzianowskiego.

– Po przeszło trzydziestu latach dziadkowie znowu mieli własną piekarnię. To był moment przełomowy, ale myślę, że wcale nie taki łatwy – mówi Zuzanna Putka,

– Zarówno stryj, wuj, jak i mój tata mieli zupełnie inne zawody. Tata Zbigniew jest inżynierem lądowym, stryj Stefan studiował handel zagraniczny, wuj Andrzej – mechanikę. Wezwani przez rodziców, zdobyli uprawnienia piekarskie i zdecydowali się zrezygnować ze swoich zawodów. Było to dość ryzykowne. Od dawna już wiadomo, że podjęta przed laty decyzja była właściwa. Lata 90. przyniosły gwałtowny rozwój firmy, m.in. dzięki stworzeniu polsko-francuskiej spółki „Pol-Pain”. Francuskie przedsiębiorstwo specjalizowało się w handlu urządzeniami do wypieku bagietek. Po trzech latach jego udziały w spółce zostały wykupione. W 1996 roku firma powiększyła się o piekarnię przy ulicy Krymskiej 6. Dziś w piekarniach Putka pracuje już czworo przedstawicieli czwartego pokolenia. Każdego dnia powstaje tu ponad osiemdziesiąt gatunków pieczywa i sto dwadzieścia różnych wyrobów cukierniczych, rozwożonych do blisko sześciuset punktów w Warszawie i okolicach. Pieczywo sprzedawane jest w supermarketach i setkach małych sklepów, w dwudziestu dwóch sklepach firmowych i kilkunastu patronackich. Produkcja trwa bez przerwy przez całą dobę. Dawniej mała, rzemieślnicza firma jest dziś dużym, w pełni zmechanizowanym, zakładem produkcyjnym. Mimo to właściciele starają się zachować tradycyjne metody wypieku.

Powstaje tu wiele chlebów na naturalnym zakwasie, niektóre zdobyły nagrody: razowy ze słonecznikiem, żytni z żurawiną, domowy bez drożdży, chleb magnat.

Ten ostatni był zwycięzcą ogólnopolskiego konkursu „Dobry Chleb“ pod Patronatem Honorowym Minister Zdrowia, Ewy Kopacz, Jak zapewniają właściciele, tylko kilka gatunków pieczywa przygotowywanych jest z gotowych mieszanek, a antypleśniacz dodawany jedynie do pieczywa tostowego, Firma cieszy się też dobrą opinią jako pracodawca, trzydzieści procent pracowników ma ponad dziesięcioletni staż.

– Sadzę, że źródłem siły naszej firmy jest nasza rodzina – mówi przedstawicielka najmłodszego pokolenia. – Dzięki temu, że babcia podzieliła dawny sad w Wesołej na działki budowlane, wszyscy mieszkamy przy jednej ulicy. Cała rodzina żyje sprawami piekarni, nawet ci, którzy pracują poza firmą. Nie brakuje oczywiście międzypokoleniowych trudności. Zajmuję się marketingiem i dużo pracuję przy komputerze. Często słyszę od taty: – A ty znowu przy tym komputerze!

Nie zeszłaś jeszcze na produkcję? Co takiego ciekawego jest w tym komputerze? Idź do ludzi! Pocieszam się wówczas tym, że tata ze stryjem też nie do końca mogli porozumieć się ze swoją mamą. Zmiany przeprowadzali, gdy babcia wyjeżdżała na urlop. Jesteśmy jednak bardzo zżyci, na imieniny lub święta do stołu siada trzydzieści osób. Ostatnio z bratem Grzegorzem, w ramach Fundacji Batorego utworzyliśmy fundusz im. Jana i Janiny Putka. Obydwoje mieliśmy łatwy start, nie musieliśmy pracować, mogliśmy poświęcić się nauce. Ja skończyłam dwa kierunki na Uniwersytecie Warszawskim:

marketing i zarządzanie oraz hotelarstwo, brat chemię na Uniwersytecie w Oksfordzie. Chcielibyśmy teraz pomóc młodym ludziom, którzy chcą się uczyć, a nie mają ku temu odpowiednich funduszy. W 2011 roku mieliśmy piętnastu pierwszych stypendystów. Udzielamy stypendium rekrutacyjnego, aby umożliwić kurs doszkalający i wyjazd na egzamin. Potem zapewniamy stypendium na pierwszy rok studiów. Jeśli stypendyści utrzymają dobre wyniki, to będzie ono przedłużane na następne lata. Chcemy pomagać osobom, które bez tej pomocy na studia by nie poszły. Wierzymy, że edukacja jest inwestycją w przyszłość. Głównym darczyńcą jest babcia, ale fundusz stypendialny wspierają wszyscy członkowie rodziny.