Piekarnia Dąbrowscy

ul. Rynek 20 05-082 Stare Babice

email: kontakt@piekarniadabrowscy.pl
Biuro: +48 797 541 369
Biuro: +48 22 722 90 24
Ewa Dąbrowska: +48 503 116 401
Emil Dąbrowski: +48 502 075 735

O nas

Codziennie dbamy o punktualną dostawę świeżego pieczywa bezpośrednio do sklepów na terenie aglomeracji warszawskiej. Nasza logistyka jest elastyczna – możesz dowolnie dostosować zamówienie do indywidualnych potrzeb i aktualnego zapotrzebowania sklepu. Zamówienia przyjmujemy telefonicznie, mailowo lub przez formularz kontaktowy na stronie, a modyfikacje możesz zgłosić do południa w dniu poprzedzającym dostawę.

Pieczywo transportowane jest w specjalnych, czystych pojemnikach, spełniających wymogi sanitarne i gwarantujących zachowanie świeżości oraz aromatu do momentu sprzedaży. W razie potrzeby zapewniamy etykiety z informacją o składzie, terminie przydatności oraz wartości odżywczej każdej partii.

Współpraca ze sklepami to dla nas nie tylko biznes, ale przede wszystkim zaufanie i stały kontakt, dzięki któremu możemy reagować na bieżące potrzeby i rozszerzać nasz asortyment zgodnie z oczekiwaniami klientów. Piekarnia Dąbrowscy jest otwarta na nowe wyzwania i chętnie przygotuje ofertę dopasowaną do specyfiki Twojego punktu handlowego.

Piekarnia Dąbrowscy – Historia

Z rynku w Starych Babicach do centrum Warszawy jest zaledwie trzynaście kilometrów. Zaledwie, gdy jedzie sią samochodem. Trochę inaczej odczuwa się tę odległość idąc piechotą.

– Tak właśnie chodził do pracy mój dziadek – opowiada Krzysztof Dąbrowski.

– Początkowo terminował w piekarni pana Wilda przy ulicy Górczewskiej, Niemca. Później przeniósł się do piekarni pana Kobylańskiego przy ulicy Chłodnej. Dziadek wcale nie był wyjątkiem, w tamtych latach większość mieszkańców Babic, a nawet dalszych miejscowości, do Warszawy chodziła piechotą. To były lata 20. XX wieku, można było jechać wozem albo iść piechotą. Autobusów przecież nie było.

Drewniany dom przy rynku kupili pradziadkowie Krzysztofa Dąbrowskiego w 1918 roku. Dziesięć lat później ich syn otworzył w nim piekarnię i nieduży sklep. Razem z rodziną zajmował drugą część. W Babicach nie było jeszcze prądu, elektryfikację przeprowadzono dopiero w 1953 roku! Praca odbywała się ręcznie, ciasto mieszano w drewnianej bajcie, pieczono w ceramicznym piecu opalanym drewnem. Za oświetlenie służyły lampy naftowe. Nie było również bieżącej wody, przynoszono ją w wiaderkach ze studni na podwórku.

– Historię firmy znam z opowieści dziadka, Seweryna Dąbrowskiego. Był niestrudzonym gawędziarzem. Jako mały chłopiec słuchałem o tym, jak od poniedziałku do soboty piekl i rozwoził pieczywo, a w niedzielę popołudniu odbierał pieniądze. O tym, ile drewna trzeba było porąbać, by nagrzać piec i jak ręcznie zrobić kajzerkę. O konkurencji między piekarzami, o trudnościach ze sprzedażą, o zwrotach, o niewypłacalności sklepów. Nie bardzo mogłem to wszystko zrozumieć, bo w latach mojego dzieciństwa, wszystko, co mój ojciec upiekł sprzedawane było w naszej piekarni natychmiast. Żadnych trudności z płatnościami. Ojciec dostarczał pieczywo do sklepów gminnej spółdzielni, potem szedł do banku po przelew. Poza tym przed piekarnią ciągle stała kolejka. Nie było żadnej konkurencji. Często miałem więc wrażenie, że słucham jakichś bajek. Teraz natomiast rozumiem to doskonale. Dzisiejsze kłopoty piekarzy są bardzo podobne. Dziadek opowiadał też trudnych chwilach podczas okupacji, o tym jak nie było z czego piec chleba. O warszawskiej rodzinie babci, która po upadku powstania ukrywała się w naszym domu, później o latach 50, i walce z prywatną własnością. Naszą piekarnię wówczas zamknięto, dziadek dostał wysoki domiar, trafił do aresztu. Zmiany na lepsze nastąpiły dopiero po 1956 roku. Wówczas piekarnia została zmodernizowana, był już prąd, pojawiły się pierwsze maszyny.

Piekarnia rodziny Dąbrowskich jest w Babicach dobrze znana i cieszy się dużą popularnością. Jej historia została nawet uwieczniona przez Tadeusza Żychlińskiego w wierszu opublikowanym w lokalnej prasie:

„Ma pan Dąbrowski dalej piekarnię,

przed wojną piekła, lecz zysk był marny,

bo konkurencja, produkcja mała

ledwo zadaniom swoim sprostała,

potem okupant ją szantażował,

wreszcie stalinizm chciał ją skasować.

Parę pokoleń o nią wałczyło,

by dziś, choć drogo pieczywo było,

więc do piekarni czuję sentyment

i proszę zwiększyć jej asortyment”

W latach 60, drewniany dom ustąpił miejsca murowanemu, a w latach 80 piekarnię przeniesiono do budynków w głębi podwórza. Krzysztof Dąbrowski jest już trzecim pokoleniem pracującym w firmie.

– Ojciec w 1963 roku zdobył dyplom czeladniczy i dołączył do dziadka. Po jego śmierci przez kilka lat pracował sam, a od 1991 roku razem ze mną – wspomina. Od śmierci ojca prowadzę firmę sam, ale mam nadzieję, że niedługo moi synowie do niej dołączą. Starszy robi już maturę, młodszy uczy się jeszcze w gimnazjum. W asortymencie mamy chleb babicki, pszenno żytni, podobny do dawnego baltonowskiego, sprzedaję go najwięcej. Poza tym oczywiście kajzerki, chleb żytni razowy na zakwasie i bułka paryska pieczona na tak zwanym trzonie pieca, rak jak chleb. Inni pieką ją w piecach obrotowych, ale wówczas robi się tak specyficznie nadmuchana jak wata. Piekę też chleb orkiszowy i bułki z ziarnami z gotowych mieszanek, bo klienci się ich domagają. Ale to jest moda przejściowa.

Wśród najpoważniejszych obecnie utrudnień w prowadzeniu piekarni Krzysztof Dąbrowski wymienia wysokie koszty działalności oraz konkurencję hipermarketów i dyskontów.

– Ich ekspansja sięga już poza granicę Warszawy. W Babicach otwarto Biedronkę,

buduje się Lidl, wkrótce ma powstać Tesco wymienia.

– Dziadek borykał się z zupełnie innymi problemami niż mój ojciec, a ja mam jeszcze inne. W czasach ojca brakowało rąk do pracy, ludzie nie chcieli pracować, zwłaszcza na nocną zmianę. Asortyment narzucano odgórnie. Dzisiaj nie ma żadnego problemu ze znalezieniem pracowników, asortyment każdy dobiera sobie sam, trudności są natomiast ze zbytem.

A czy lubię mój zawód? Oczywiście! Przygotowywano mnie do niego przecież od dziecka. Piekarnia była zawsze tak ściśle związana z naszym życiem prywatnym, rodzinnym, że nigdy nie pomyślałem nawet o tym, by robić coś innego.